Jak powinniśmy się komunikować na LinkedIn, żeby angażować społeczność? Czy LinkedIn stał się drugim Facebookiem? Jakie formaty postów się sprawdzają i w jaki sposób wykorzystać analitykę LI? Posłuchaj, co ma do powiedzenia ekspert LinkedIn – Bartek Ziemiański z Sharebee!

Aby używać odtwarzacza, niezbędne jest wyrażenie zgody na przechowywanie plików cookies powiązanych z usługami odtwarzaczy. Szczegóły: polityka prywatności.

Tak, zgadzam się.

Słuchaj Treściwego Podcastu na swojej ulubionej platformie

Przeczytaj podcast

Marcin Cichocki: Cześć moi drodzy! Witam Was bardzo serdecznie w Treściwym Wywiadzie, w Treściwym Podcaście. Dzisiaj moim gościem jest Bartosz Ziemiański. Bartek jest Head of Social Selling Programs w Sharebee. Jest wykładowcą Social Selling na kierunku Marketing online B2B i B2C. Jest trenerem LinkedIna oraz wykładowcą zajęć Employee Advocacy. Zgadza się Bartek?

Bartek Ziemiański: Tak, jak najbardziej zgadza się. W Sharebee zajmuję się głównie szkoleniami dla klientów, które realizujemy w ramach ich programów Employee Advocacy i Social Selling’owych. 

A na imię mam Bartłomiej. Wszyscy mylą mnie z Bartoszem, także super, pozostanie, bo to jest w Sharebee taka tradycja, że zwykle mówią do mnie Bartosz. Co prawda przestało mnie to bardzo dawno temu denerwować, ale Bartek jest ok, jak najbardziej.

Na czym polega specyfika LinkedIna?

Marcin Cichocki: Dobrze wiedzieć. Fakt, też często się spotykam, z tym że ludzie często mylą imię Bartosz i Bartłomiej. Spotkaliśmy się tutaj, żeby porozmawiać, a w zasadzie, żebyś Ty opowiedział na bazie swojego doświadczenia o komunikacji na LinkedInie. A przede wszystkim, co i jak robić, żeby szybko budować zasięgi na LinkedInie. Jak tworzyć content, który pozwoli nam te zasięgi zbudować relatywnie szybko i wygenerować odpowiednie zaangażowanie.

Bartek Ziemiański: To jest temat pewnie na bardzo długą rozmowę. Chcę podpowiedzieć, że szybko tego się nie da zrobić. Znaczy, właśnie, relatywnie – co to znaczy szybko? 

Tak jak w każdym medium społecznościowym potrzebujemy trochę czasu na to, żeby zbudować tę bazę osób, która będzie chciała czytać to, co publikujemy, będzie chciała się w to angażować. Osób, które można nazwać społecznością, z którą wspólnie coś będziemy realizowali. Też w zależności od tego, jakie mamy cele. 

Na LinkedIn możemy mieć różne cele. To medium społecznościowe jest bardzo szczególne, dlatego ja się nim zająłem.

Marcin Cichocki: Na czym polega ta szczególność LinkedIna?

Bartek Ziemiański: Wiesz co, dla mnie LinkedIn to jest takie wielkie spotkanie networkingowe, które jest mocno skupione na biznesie, które bardzo pomaga, albo może pomóc w zdobyciu pracy, w zdobyciu ciekawej osoby do pracy, w tym, żeby pokazać się ze swoimi produktami, usługami. Również w tym, żeby znaleźć kogoś, kto rozwiąże moje problemy, czyli właśnie dostarcza odpowiednie usługi i produkty. 

Wiele osób postrzega LinkedIn jako miejsce, gdzie głównie zasadność ma realizacja biznesu B2B, ale jak najbardziej B2C da się też takie działalności wykonywać. Wiem, że wiele osób robi to z sukcesami. Cóż jeszcze, LinkedIn ma to do siebie, że tu tak naprawdę budujemy swój profil w oparciu o doświadczenie zawodowe. Możemy pokazać to doświadczenie poprzez profil. 

Czyli budujemy tak naprawdę taką swoją stronę internetową, landing page, dotyczącą mnie. Możemy na niej pokazać nie tylko swoje publikacje, tak jak zwykle mamy to na mediach społecznościowych, gdy wchodzimy na czyjś profil, to widzimy głównie to, co ta osoba publikowała, ewentualnie w co się angażowała. Tu tak naprawdę mamy możliwość bardzo mocnego zbudowania tego, co chcemy najlepszego o sobie powiedzieć.

Czy LinkedIn stał się drugim Facebookiem? Czym różni się od innych SM? 

Marcin Cichocki: Wspomniałeś o tym, że LinkedIn jest szczególnym medium społecznościowym. Ja mam takie pytanie, no bo ostatnio, na przestrzeni kilku ostatnich lat, LinkedIn dość mocno się zmieniał, ewoluował, dodawał różne funkcjonalności. Czy LinkedIn staje się powoli takim drugim Facebookiem? 

No bo mamy ankiety, ten poziom dyskusji staje się taki dość, to też w zależności od tego, w jakiej bańce informacyjnej się poruszamy i kogo obserwujemy, natomiast te tematy nie zawsze są stricte biznesowe i często widać, że przejawia się w tej tematyce life style. Ludzie często odchodzą od tej tematyki stricte biznesowej. 

No i właśnie, stąd moje pytanie, czy LinkedIn powoli staje się takim drugim Facebookiem? I czym w zasadzie różni się od innych mediów społecznościowych? Dajmy na to od Facebooka.

Bartek Ziemiański: To jest trudna odpowiedź na to pytanie. Bo tak samo mamy teraz to pytanie, czy Instagram nie staje się powoli drugim Tik Tokiem. Powiem tak, każde medium społecznościowe ma jakiś swój cel. LinkedIn ma bardzo prosty – chce zwiększyć bazę użytkowników. 

Chce, aby Ci użytkownicy byli tu jak najdłużej, czyli chce dłuższych sesji, ponieważ dzięki temu będzie realizował swoje strategie biznesowe, to jakie ma zadania. W związku z tym mocniej pewnie będzie ingerował w to, żebyśmy poznawali nowe formaty, korzystali z nich i próbowali angażować użytkowników, którzy tu wchodzą w poszukiwaniu pewnych treści. 

LinkedIn tym się też chyba różni od innych mediów społecznościowych, że tutaj możemy bardzo mocno postawić na treści edukacyjne. Na to, żeby do swojej brzydko mówiąc grupy docelowej, mówić takim językiem, aby ona nauczyła się czegoś, aby widziała w nas źródło wiedzy, eksperta. Tu możemy bardzo mocno zbudować markę ekspercką.

Jeśli myślimy o tym, czym jeszcze różni się LinkedIn od innych mediów społecznościowych, to wydaje mi się, że osoby, które zajmują się komunikacją w firmach, powinny wziąć mocno pod uwagę to, że i nasi potencjalni klienci i potencjalni kandydaci, którzy biorą sobie do serca, że chcieliby znaleźć fajną pracę albo ciekawą firmę do współpracy, muszą też sobie zweryfikować informacje o niej. I często weryfikują je nie tylko na stronie internetowej, ale również patrzą na to, jak ta firma się komunikuje, ale również, jak pracownicy tej firmy się komunikują. LinkedIn jest takim miejscem, gdzie możemy realizować tę komunikację w oparciu o swoich pracowników. 

Bo tak jak na innych mediach społecznościowych, ci użytkownicy mają o wiele mocniejszy głos, niż same marki, ponieważ marki muszą zapłacić, żeby się lepiej pokazać na stronie głównej, natomiast my, użytkownicy, możemy robić to organicznie. Nie mamy możliwości odpalenia tutaj kampanii, tylko poprzez to, że będziemy organicznie budowali tę bazę osób, które nas obserwują, z którymi się możemy połączyć, tych, którzy chcą nas słuchać. 

Może to jest taki powód, że patrzymy na LinkedIn jako na drugi Facebook, bo tutaj też budujemy sobie bazę znajomych, tyle że LinkedIn tę bazę znajomych pozwala nam rozszerzyć do 30 000 osób, z którymi możemy być połączeni. To już nie są raczej znajomi, to są kontakty. Inaczej się tego nazwać nie da. 

Jak powinniśmy się komunikować na LinkedIn, żeby angażować społeczność?

Jeśli chodzi o treści, jakie tu dostarczamy, no to, ja powiedziałem wcześniej o tym, że dobrze, jeśli oprzemy tę komunikację o edukację. O to, że będziemy robić np. cykle edukacyjne, ale jak najbardziej możemy komunikować się tym, co nas interesuje, jakie tematy nas inspirują, bo musimy też dać się poznać tej społeczności, dlatego, że ludzi bardzo to interesuje. Oni mocniej wchodzą w interakcje z takimi treściami niż z treściami, które moglibyśmy nazwać bardzo profesjonalnymi. 

Wydaje mi się, że dlatego możemy postrzegać taką zmianę tego, jak na LinkedIn teraz się komunikujemy, ze względu na ten podstawowy fakt – częściej angażujemy się w treści, które mówią o naszych zainteresowaniach, które mówią o tym, jak my podchodzimy do świata, do pewnych spraw, do tego, jak wypoczywamy, właśnie takiego life style’u, niż do treści bardzo mocno merytorycznych, którymi często pracujemy. 

LinkedIn jest normalną społecznościówką, na której jeśli nagramy zabawne wideo albo znajdziemy dobrego mema, to te treści będą znajdowały tutaj odbiorców. Ważne jest to, żebyśmy nie skupili się tylko na tym, ale żeby to była część z tej komunikacji, którą na co dzień wykonujemy. 

Cóż, nie mamy tutaj jeszcze tak jak na Facebooku jakiś straszliwych wojen między różnymi opcjami. Co prawda zdarzają się potyczki polityczne, ale nie jest to też miejsce, gdzie znajdziemy bardzo dużo hejtu. Raczej większość osób, które ja obserwuje, co też ja widzę, bo to jest też moja perspektywa, jest bardzo kulturalna w tym, co mówi, w jaki sposób się wypowiada. Często wejście w komentarze na Facebooku powodowało, że odrzucał mnie ten portal. 

Na LinkedIn czegoś takiego ja nie znajduję. Przynajmniej pod moimi treściami nie widzę fali hejtu. Pewnie nie poruszam tematów, które polaryzują, które przynoszą bardzo duże zasięgi, ale dzięki temu moja strona główna, mój feed jest czysty z tego typu treści. 

Dla mnie LinkedIn jest trochę inną platformą, mimo że może nam przypominać Facebooka, bo pojawiają się podobne treści jak tam. Ale tak jak powiedziałem, to tylko zależy od tego, jak mamy zbudowaną sieć kontaktów, w jakie treści my się angażujemy. 

Marcin Cichocki: Myślisz, że to wynika między innymi z tego, że jest mniej fejkowych kont na LinkedInie i ludzie bardziej dbają o swój wizerunek, więc też nie zniżają poziomu dyskusji do zwykłego hejtu?

Bartek Ziemiański: Tak, to pewnie też jest powód, ponieważ tutaj, jak na każdym medium możemy założyć sobie fejkowe konto, teoretycznie LinkedIn powinien nam je szybko wykryć i skasować. Nie powiem, że się nie zdarzają, natomiast fejkowe konta na LinkedIn służą do czego innego. Ale to, co powiedziałeś, to jest ważna rzecz. 

Tutaj występujemy pod swoim imieniem i nazwiskiem, najczęściej powiązani jesteśmy z organizacją, z firmą, w której pracujemy i widać tu ścieżkę naszej kariery i chyba każdemu włącza się taki hamulec przed tym, żeby napisać to, co nam myśli przyniosą na język. 

Czasem możemy być zdenerwowani, jak najbardziej, czasem chcemy się wypowiedzieć, ale wtedy warto sobie przypomnieć taką zasadę, która chyba w korpusie Marines jest dotycząca social media policy, czy to, co napiszesz, przyniesie chwałę i chlubę korpusowi czy to wpłynie dobrze, czy źle na korpus i jak to określi Ciebie. Takie trzy pytania i na końcu jest taka myśl z wykrzyknikiem – myśl, zanim cokolwiek opublikujesz, pomyśl, kto co zobaczy, pomyśl, jak to wpłynie na Twój wizerunek i wizerunek organizacji, którą reprezentujesz. 

Cold mailing na LinkedIn

Marcin Cichocki: Bardzo fajnie, konkretnie skondensowane zasady komunikacji w mediach społecznościowych. Wspomniałeś o innej roli fejkowych kont na LinkedInie, czy to jest cold mailing?

Bartek Ziemiański: Tak, przede wszystkim, z tego, co zauważyłem, większość firm, która ma taką usługę, można powiedzieć, zajmuje się tym, żeby robić cold mailing, czyli spamować nas niechcianymi ofertami. I to jest główne zadanie fejkowych kont na LinkedIn. 

Jakie formaty postów się sprawdzają? Z których warto korzystać, a z których nie?

Marcin Cichocki: Podsumowując też to, jakie treści angażują społeczność, to moglibyśmy powiedzieć, że takie treści, które pokazują nas, jako drugiego człowieka, nie jakiegoś oderwanego od rzeczywistości, wyidealizowane biznesmena, tak? No bo ludzie lubią oglądać innych ludzi i to się nie zmieni, to jest naturalne. 

Natomiast pomówmy trochę o formatach postów, które się sprawdzają. Jak myślisz, które z nich warto wykorzystywać, a które raczej powinniśmy olać? O ile w ogóle możemy olać jakieś formaty postów na LinkedInie. 

Bartek Ziemiański: Ja się zastanawiałem trochę nad tym pytaniem i powiem tak, że każdy musi sobie potestować, co mu pasuje i jak jego sieć kontaktów na to będzie reagowała oraz osoby, które obserwują profil takiej osoby. Bo tych formatów jest trochę. Patrząc przez perspektywę tego, jak algorytm czyta nasze treści i jakie treści chce promować, to on woli, czy też ta maszyna woli, aby te treści zatrzymywały użytkowników jak najdłużej. 

Ja polecam wszelkiego rodzaju formaty, które zmuszają, albo angażują użytkownika na trochę dłużej. Czyli treści, posty tekstowe, żeby zawierały przynajmniej te 750 do 2 000 znaków. Jeśli chcemy dłużej zatrzymać odbiorcę, no to dobrze, żeby korzystać z formatu wideo, ale też nie przedobrzyć. Z tego, co my w Sharebee zauważyliśmy, najlepiej sprawdzają się formaty, które mają 1,5 minuty, no bo tyle jesteśmy w stanie skonsumować. Jest to angażujące i takie treści długo potrafią się wyświetlać. Ja widzę to na swoim przykładzie. Nawet po dwóch miesiącach mam jeszcze ze statystyk informacje, że ktoś odtwarza wideo, które dawno temu opublikowałem. 

Warto korzystać z takiego formatu, jakim jest dokument, czyli możemy dołączyć do swojego postu slajdy, jeśli są przygotowane w odpowiedni sposób, to pozwalają nam nie tylko na to, żeby osoby zapoznały się z treścią naszego postu, ale żeby zaangażowały się w przewijanie tego dokumentu, gdzie możemy dodać od 2 do 300 stron takich slajdów. My polecamy w Sharebee, że od 6 do 10 to jest super miejsce na opowiedzenie historii i trzymanie się takich podstawowych zasad, żeby na jednym slajdzie był jeden najważniejszy punkt, jeden bold, na którym się skupimy. 

Co jeszcze z formatów? LinkedIn dla osób, które włączyły u siebie tryb autora, czy to jest tryb twórcy, ma taki specjalny format, który nazywa się biuletynem. Ponieważ LinkedIn tym też się różni od innych mediów społecznościowych, że możemy tutaj stworzyć własnego bloga. Możemy tworzyć artykuły, które pozycjonują się w Google. Mi się zdarzyło być przez parę lat na pierwszym miejscu, jeśli ktoś wpisał social selling index, ale już spadłem, ale dalej te artykuły się dobrze pozycjonują w Google, bo możemy pisać je pod SEO. W ramach tych artykułów, osoby, które mają włączony tryb autora, mogą tworzyć biuletyny, mogą zapraszać do obserwowania tych biuletynów swoją sieć kontaktów oraz swoich obserwujących. 

Pozwala to też na to, żebyśmy w regularnych odstępach czasu dostarczali własny newsletter, co jest fajnym pomysłem na to, żeby angażować osoby na LinkedInie. Ten newsletter na zewnątrz się nie rozprowadza, tylko i wyłącznie wewnątrz LinkedIna, ale z tego, co zauważyłem, to świetnie się sprawdza, jeśli dobrze dopasujemy to, co tam chcemy dostarczać  i dobrze dopasujemy sobie cykliczność, jak regularnie będziemy to zobowiązanie realizowali. 

Z takich nowych formatów, które teraz na LinkedIn będą wchodziły, ja proponuję za każdym razem sprawdzać to, ponieważ jeśli LinkedIn wprowadza nowy format, to daje bardzo dużego boosta do zasięgu. Tak było z ankietami, które generowały ogromną ilość wyświetleń i dalej będą generowały, mimo że LinkedIn zapowiedział, że już będzie to ograniczał. LinkedIn będzie wprowadzał coś, co można nazwać karuzelą, gdzie będziemy mogli przeplatać treści 30-sekundowych klipów wideo zdjęciami. To będą takie stories, tylko że realizowane w ramach postu. Jest to obecnie w fazie testów, więc myślę, że przed końcem roku to wejdzie. 

Ja polecam, za każdym razem, gdy LinkedIn wprowadza jakąś nowość, jeśli chodzi o format, to warto go potestować, warto go sprawdzić, ponieważ będzie on generował naprawdę ogromne wyświetlenia, bo zwykle chce go wypromować. 

Teraz weszły wydarzenia audio, też jakoś LinkedIn jakoś mocno ich nie promował, ja, prawdę mówiąc, jeszcze go nie wypróbowałem i warto sobie sprawdzić, jak te wydarzenia audio się sprawdzają. Była to trochę spóźniona odpowiedź LinkedIna, ale jednak, na Clubhouse. Każdy, kto chce, może wykorzystać, to tylko znów, trzeba włączyć tryb twórcy, utworzyć wydarzenie na LinkedIn i w ramach tego wydarzenia wybrać format zamiast spotkanie, czy też zamiast live, właśnie format audio. To powinno zadziałać. 

Ja polecam, jeśli chcecie zdobywać zasięgi, zdobywać wyświetlenia, zdobywać nowych obserwujących – zrobić jedną rzecz, wymyślić sobie własny cykl tematów, własny parasol tematyczny, pod którym będziecie realizowali regularne treści. Ja realizuję swój własny cykl wideo, on się świetnie sprawdza. Przygotujcie swój własny hasztag komunikacyjny w ramach tego cyklu. 

Na LinkedIn możemy obserwować hasztagi. Mam nadzieję, że w tym roku też LinkedIn zacznie pracować nad tym, żeby te hasztagi ustabilizować i coś z nimi zrobić, pokazując nam np. trendy, gdzie już też niektóre osoby mają testy, takiej funkcjonalności no i zadbać o to, żeby była to spójna komunikacja wizualna. Żeby osoby, które zobaczą nasz post, czy to będzie wideo, czy to będzie artykuł, czy to będzie post ze zdjęciem, od razu wiedziały, że to jest post w ramach cyklu, że można wrócić do poprzednich treści lub poprzednich części. To moim zdaniem się najlepiej sprawdza.

Hasztagi na LinkedIn – warto korzystać?

Marcin Cichocki: A co jest nie tak z hasztagami? Wspomniałeś, że LinkedIn powinien to ustabilizować?

Bartek Ziemiański: Kiedyś LinkedIn miał tematy, w ramach których mogliśmy obserwować pewne treści, dostawać je na stronę główną. Nie pamiętam, chyba trzy lata temu LinkedIn zamienił tematy na hasztagi, które możemy teraz dodawać do swoich postów. Hasztag miał pełnić taką funkcję, że mogliśmy komunikować algorytmowi, w ramach jakiego tematu się wypowiadamy w tym swoim poście, dokładnie tak samo, jak na Twitterze czy na Facebooku. 

Jeszcze niedawno bardzo łatwo można było znaleźć sobie kanał tematyczny hasztagu, można było zobaczyć wszystkie treści, często były one od razu zlokalizowane pod język, którego używaliśmy na LinkedIn, w związku z tym mogliśmy wpisując: #marketing, zobaczyć wszystkie posty na kanale danego hasztagu, które były pisane w języku polskim, a zawierały właśnie ten konkretny hasztag. 

Niestety w LinkedIn się to rozjechało jakiś czas temu. Teraz nie jest tak łatwo trafić na kanał hasztagu. Trzeba wykonać kilka więcej kliknięć. Nie mamy już lokalizowanych treści, natomiast LinkedIn też nigdy nie podawał nam takiej informacji, że np. jakiś hasztag jest teraz bardzo popularny, że więcej osób go obserwuje. Wychodziły nieregularne raporty, może raz na dwa miesiące, raz na miesiąc pojawiał się taki newsletter, gdzie oni pokazywali, że jest taka opcja. 

Natomiast teraz w testach jest coś, co znajdziemy pod zakładką moja sieć, gdzie będziemy mogli zobaczyć, jaki hasztag jest bardzo popularny w mojej sieci kontaktów oraz jaki hasztag jest bardzo popularny w mojej branży. 

Czy warto publikować ankiety na LinkedIn?

Marcin Cichocki: Ok, jeszcze wrócę do tych ankiet, bo one też dość mocno polaryzują społeczność LinkedIna. Jak myślisz, a w zasadzie – jaki masz stosunek do ankiet? 

Bartek Ziemiański: Moim zdaniem, ankiety są bardzo fajnym sposobem na angażowanie społeczności, jeśli tego nie nadużywamy. Znam autorów, którzy publikują ankietę raz na tydzień, bo po prostu straszliwie chcą wiedzieć, jak wiele osób jest w stanie zobaczyć tego typu format. 

Jeśli chcemy się o coś zapytać swojej społeczności, osób, z którymi jesteśmy połączeni, które nas obserwują, to warto wykorzystać ankietę, bo widać, że wiele osób chce z niej skorzystać, właśnie dlatego, że trochę nam pozwala zostać anonimowym na tym portalu. Jeśli dajemy komentarz, jeśli dajemy polecenie czy też wybierzemy jakąkolwiek inną reakcję, no to zostaje nasz cyfrowy ślad pod tą treścią. 

Niektórzy nie chcą, żeby to zostawało. Ankieta obiecuje nam, że to jak zagłosujemy, zobaczą tylko i wyłącznie autorzy ankiet i dotrzymuje tej obietnicy. Dzięki temu jesteśmy trochę bardziej anonimowi. Ja swoją ostatnią ankietę zrobiłem chyba dwa miesiące temu i kilkanaście poleceń, kilkadziesiąt komentarzy, natomiast setki osób, które zagłosowały. Po prostu ludzie chcą np. czasami zobaczyć, jak inni odpowiedzieli albo chcą odpowiedzieć w ankiecie. 

Ponieważ był to nowy format, tak jak powiedziałem LinkedIn, jeśli daje nowy format, to dopala go ogromną ilością zasięgu, to wiele osób zauważyło, że dzięki temu mogą dotrzeć do nowych odbiorców, ponieważ ankiety wyświetlały się też w większości wypadków osobom spoza bezpośredniej sieci kontaktów. Mogliśmy tam zobaczyć osoby z drugiej, trzeciej sieci kontaktów, dzięki czemu mogliśmy użyć ankiety np. do tego, żeby rozszerzyć tę sieć kontaktów. 

No i tyle skarg było na to, że ciągle widzimy ankiety, prawdę mówiąc ja nie miałem takiego problemu, bo nie we wszystkie klikałem, że LinkedIn zapowiedział miesiąc temu, że ograniczy zasięgi tego formatu. Moim zdaniem przygotowując się do tego, żeby wprowadzić kolejny format, czyli właśnie te karuzele. 

Analityka na LinkedIn – czy warto do niej zaglądać i na jakie dane należy patrzeć?

Marcin Cichocki: Dość sporo mówiłeś o tym, jak tworzyć posty, jakie formaty wykorzystywać, natomiast pomówmy jeszcze na koniec o samej analityce. Czy warto do niej zaglądać, na jakie dane warto patrzeć, jak generalnie podchodzić do analityki na LinkedInie?

Bartek Ziemiański: Podstawową daną analityczną, jaką powinniśmy sprawdzać, to jest to, kto zaangażował się w naszą treść. Kto kliknął poleć, kto kliknął skomentuj i napisał swój komentarz. I na te osoby powinniśmy przede wszystkim zwracać uwagę. To są nasi stali odbiorcy, którzy są zainteresowani tym, co opublikowaliśmy. Rezonuje to, dzięki czemu możemy np. zwiększyć swoją sieć kontaktów o te osoby, które są spoza niej. 

Na LinkedIn mamy to określone przy każdej osobie, mamy cyferkę 1, 2 lub 3. Jeśli to jest 1, to jest to bezpośredni kontakt, 2 i 3 to są osoby spoza naszej bezpośredniej sieci kontaktów, ale które możemy zaprosić do siebie. Warto na taką daną analityczną, o której bardzo często zapominamy, prowadząc własną komunikację, musimy zwracać uwagę. 

Co innego oczywiście muszą zrobić strony firmowe, no bo one nie mogą zapraszać do sieci kontaktów, bo nie mają takiej możliwości, mogą tylko ewentualnie zapraszać do obserwowania profilu, ale to zapraszają też administratorzy tych stron, którzy zapraszają swoją sieć kontaktów. 

Czasami jest taki problem, że mamy administratora zewnętrznego, który nie jest powiązany z naszą firmą i on nie jest w stanie wykorzystać tego elementu. LinkedIn w tym miesiącu będzie na to odpowiadał, wprowadzając taką możliwość, aby pracownicy danej firmy mogli zapraszać do 30 osób w ciągu miesiąca do obserwowania strony firmowej. 

Dla mnie to jest ważna dana analityczna. Dzięki niej dowiaduję się, że ktoś chce czytać, to co napisałem. Kogoś to interesuje, kogoś to śmieszy albo ktoś chce ze mną porozmawiać. 

Kolejną daną analityczną, którą warto sobie sprawdzać, to jest nie to, co bezpośrednio stało się z wyświetleniami mojej treści, ale co dzięki temu udało się wygenerować – np. wejścia na mój profil. LinkedIn w danych analitycznych podpowiada nam, ile osób weszło na nasz profil. Jeśli mamy konto premium, możemy sobie sprawdzać do 90 dni wstecz, zobaczyć, przy których treściach tych osób było więcej. Jakie dni tygodnia były dla nas najlepsze. Być może warto prowadzić własnego Excela, żeby tam wpisywać godziny, żeby potestować, kiedy nasze treści rezonują, w jakich godzinach. 

Natomiast, jeśli weźmiemy sobie pod uwagę te twarde dane, które wyświetlają się pod naszymi postami, to też mamy je zróżnicowane. Inaczej wyglądają dla osób, które korzystają z LinkedIna w tej wersji podstawowej, inaczej wyglądają dla osób, które włączyły sobie tryb autora. Autorzy mają znacznie pogłębiona analitykę, gdzie mogą zobaczyć to, jak wyświetlały się ich treści, ile osób zaangażowało się w nie, jak także to, jeśli np. realizujemy format wideo, ile osób widziało ten nasz post wideo vs ile osób tylko wyświetliło go na stronie głównej. Bo też te dane analityczne są różne. 

Jeśli wrzucamy post no to przewinięcie strony głównej przez jakiegoś odbiorcę, który nawet nie kliknie, nie przeczyta tego, nalicza nam wyświetlenie. To jest 0,2 sekundy i 50% ekranu musi zajmować nasza treść, żeby to się naliczyło. Przy wideo to musi być 3 sekundy odtworzenia, czyli już bardziej miarodajna dana. 

Natomiast przy artykułach, czyli przy tym blogu LinkedIn, liczą się konkretne kliknięcia. Możemy sobie zobaczyć, ile razy ten nasz artykuł został otwarty. Co prawda, jeszcze nie dowiadujemy się przez kogo. No i to jest kolejne pytanie, czy LinkedIn kiedyś nam da takie dane, żebyśmy zobaczyli dokładnie, co to są za osoby. Raczej wątpię. 

Zwykle te dane analityczne obrazują też, jak wygląda nasza sieć kontaktów. No bo to nasza sieć kontaktów przede wszystkim widzi nasze treści oraz osoby, które obserwują nasze profile. Strony firmowe mogą zobaczyć, kto obserwuje profil strony firmowej w danych analitycznych mamy to zaznaczone. Każdy z nas może też zobaczyć, kto jest naszym followersem. 

LinkedIn w zeszłym miesiącu dodał bardzo ciekawy filtr i możemy sprawdzić każdą osobę, która ma włączony tryb autora, jakie osoby obserwują profil tej osoby. Dzięki temu możemy znaleźć tam naszych potencjalnych klientów, potencjalnych kandydatów do pracy, którzy obserwują nasze działania. Teraz, to co powinniśmy zrobić, to być może zaprosić te osoby. 

Analityka LinkedIna to jest bardzo szeroki dział i trudno mi trafić teraz z tym tematem, który by najbardziej zainteresował słuchaczy, ale moim zdaniem trzeba zacząć od tego, kto reaguje na nasze treści, kto wchodził na nasz profil, kto zaczął nas obserwować i w zależności od celu, jaki mamy, zastanowić się, czy dzięki temu realizujemy swój cel. 

Potem warto patrzeć na te dane analityczne, które pozwalają nam zobaczyć, z jakiej branży są te osoby, z jakiej lokalizacji, ile tych wyświetleń mieliśmy. Czasami ta analityka niestety potrafi się wykrzaczyć, możemy dostawać mylne dane, bo coś jest niewłaściwie u nich skonfigurowane. 

LinkedIn jest dosyć starą platformą, nie wiem, czy będą coś tam u siebie poprawiali, natomiast ja polecam, szczególnie osobom, które dopiero zaczynają na LinkedIn działać, nie przejmować się tym, że tam jest mało na razie wyświetleń, tylko działać stale, dostarczając treści w regularnych odstępach czasu, angażując społeczność, wchodząc w interakcje z innymi. Dzięki temu będziemy mieli te wyświetlenia. 

Kiedyś na LinkedIn naprawdę można było robić bardzo dużo wyświetleń. Obecnie, pewnie dlatego, że mamy więcej autorów, trochę więcej formatów, trochę inaczej ta platforma działa, tych wyświetleń mamy stosunkowo mniej. To się zmieniło w ciągu ostatnich dwóch lat. Kiedyś dało się wygenerować dziesiątki tysięcy, jeśli nie setki tysięcy wyświetleń, które teraz dają nam w zależności od tego, jaką mamy sieć kontaktów, bo to zawsze jest pochodną, ale wielokrotność naszej sieci kontaktów na pewno jesteśmy w stanie, jeśli regularnie dostarczamy treści, zrealizować.

Marcin Cichocki: Super, bardzo Ci dziękuję Bartek, za podzielenie się swoją wartościową wiedzą. Myślę, że ten podcast był przydatny zarówno dla początkujących LinkedInowiczów, jak i tych bardziej zaawansowanych. Moim gościem był Bartek Ziemiański. 

Słuchałeś/słuchałaś Treściwego Podcastu. Jeśli masz jakieś pytanie dotyczące tego odcinka to zapraszam Cię do komentowania bezpośrednio pod postem na LinkedInie, w newsletterze czy gdziekolwiek indziej nas słuchasz lub do wysłania swojego zapytania na mojego maila marcin@kuzniatresci.pl a my słyszymy się już niebawem. Dzięki Bartek, do usłyszenia. Hej

Bartek Ziemiański: Dzięki Marcin za zaproszenie.