Co decyduje o wysokiej jakości treści? Oprócz umiejętnego operowania słowami i dokładnego researchu przy jej tworzeniu duże znaczenie ma poprawność językowa. Błędy zdarzają się nawet najlepszym – jak ich skutecznie unikać? Zatrudnić specjalistę od redakcji i korekty tekstu! Czym różnią się te role i dlaczego możesz czasem potrzebować ich obu?

Proces tworzenia treści, czyli instrukcja krok po kroku dla niewtajemniczonych

Do powstania książki prowadzi wiele etapów prac wykonywanych przez kilka, a nawet kilkanaście osób. Obejmują one, poza samym pisaniem:

  • wstępną ocenę tekstu;
  • redakcję;
  • korektę;
  • skład;
  • tworzenie okładek i blurbów;
  • korektę poskładową;
  • wydruk egzemplarzy próbnych;
  • właściwy druk.

Wspomniane etapy mogą występować w różnych kombinacjach (w zależności od wewnętrznych ustaleń wydawnictwa) i łącznie trwać od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Wiele z nich obejmuje ścisłą współpracę z autorem tekstu.

Często też ostateczny kształt treści ma niewiele wspólnego z jej pierwszą, autorską wersją. Może się to wydawać dziwne, a nawet niewygodne – w końcu wiele osób przywiązuje się do dzieła swoich rąk i klawiatur niemal tak, jak do własnych dzieci. Zdecydowanie jednak takie drugie, trzecie czy czwarte spojrzenie wychodzą tekstowi na dobre.

Praca z treściami użytkowymi nie jest aż tak skomplikowana, jak ma to miejsce w pełnym procesie wydawniczym. Nadal jednak zawiera elementy, których pominięcie będzie widoczne i może wpłynąć na wizerunek autora. Dlaczego więc nie wystarczy po prostu samemu przejrzeć tekst przed publikacją lub wysyłką do klienta?

Oj, literówka – czyli dlaczego samodzielne poprawianie tekstu nie działa?

Ludzki mózg podczas tworzenia tekstu pracuje na wysokich obrotach. Kiedy Ty starasz się sformułować myśli możliwie jasno i sensownie, by przelać je na papier (nawet ten wirtualny), Twój umysł dokonuje skomplikowanych obliczeń. Przekłada dane na litery, słowa, zdania, pełne akapity. Aby pojąć i właściwie wyrazić komunikat, musi dokonać pewnych uproszczeń.

Tom Stamford, psycholog z University of Sheffield, wyjaśnia, że próba właściwego ujęcia myśli w zdania jest zadaniem wyjątkowo złożonym. Aby móc skupić się na nim w pełni, mózg skraca sobie drogę – częściowo ignoruje etap składania liter w zdania. Nie zwraca uwagi na szczegóły – nie ma na to czasu ani energii. Dlatego w trakcie pisania nie zauważasz literówek i innych baboli.

A co z późniejszym sprawdzaniem? Nawet jeśli przeczytasz swój tekst kilka razy, nie będziesz w stanie wyłapać wszystkich pozostawionych błędów. Twój umysł wie, co tam zawarłeś i z wyprzedzeniem odgaduje sens czytanego zdania. Tu znów działa mechanizm upraszczania podstawowych czynności – odczytujesz początek oraz koniec wyrazu, a mózg dopowiada sobie resztę. 

To rozwiązanie pozwala Ci na skutecznie przekazywanie nawet bardzo złożonych i abstrakcyjnych idei – ale kosztem dokładności na najniższym poziomie treści.

Osoba, która czyta tekst po raz pierwszy, nie konfrontuje odczytywanych zdań z postacią tekstu już utrwaloną w (pod)świadomości. Jej umysł dopiero składa ją sobie z odczytywanych wyrazów. Dlatego redaktor lub korektor, wspierany dodatkowo wiedzą i doświadczeniem w pracy z tekstem, jest w stanie wyłapać, a następnie poprawić znaczną większość błędów ortograficznych, gramatycznych, interpunkcyjnych… oraz wiele innych.

Czym jednak jest redakcja i dlaczego to nie to samo, co korekta?

Co to jest redakcja?

Najczęściej pierwszą osobą, która czyta tekst przy jego obróbce, jest właśnie redaktor. W przypadku utworów literackich autor nie może prezentować podejścia „znaleźć, zapisać i zapomnieć” (zgodnie ze studencką zasadą 3Z), jak często ma to miejsce w przypadku tekstów użytkowych. Wręcz przeciwnie – po przekazaniu treści w ręce specjalisty od słów i przecinków zaczyna się trudniejsza część pracy. A często nawet i bolesna.

Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z pisaniem, to masz pewnie spore nadzieje co do swoich umiejętności. Nawet jeśli nastawiasz się na intensywną naukę i doskonalenie warsztatu, to pierwsza redakcja pozbawi Cię złudzeń, a także wystawi Twoją pewność siebie na ciężką próbę.

Mówi się, że redaktor to kontrola jakości dla tekstu. Tymczasem jest to dość łagodne określenie. Redakcja może (choć nie musi, jeśli nie ma takiej potrzeby) dosłownie wywrócić treść do góry nogami. Redaktor patrzy na tekst z dwóch punktów: po pierwsze – kogoś, kto zjadł zęby na nauce wszelkich niuansów i wyjątków od językowych reguł, a po drugie – zwykłego, przeciętnego czytelnika.

Czego wypada się więc spodziewać? Redaktor może m.in.:

  • zakwestionować wybrane przez Ciebie tytuły i argumenty;
  • wskazać brak logiki w wątkach i między nimi;
  • ingerować w fabułę;
  • stwierdzić, że duży fragment tekstu nadaje się do wywalenia;
  • całkowicie zmienić układ tekstu;
  • powiedzieć Ci prosto z mostu, że Twoje dzieło jest wybrakowane i powinieneś jeszcze nad nim popracować.

Oczywiście profesjonalista powie Ci to wszystko w pełni uprzejmie, a swoje zdanie poprze odpowiednimi źródłami. To jednak marna osłoda, prawda?

Na dodatek redaktor wytknie Ci wszystkie znalezione błędy. Jeśli masz pecha, tekst wróci do Ciebie cały czerwony od pokreślonych miejsc. Funkcja śledzenia zmian w edytorze Microsoft Word (lub tryb sugerowania, jeśli pracujesz w dokumencie Google) jest bezlitosna.

Przykładowy tekst ze zmianami redaktorskimi

Przykładowy tekst ze zmianami redaktorskimi

Ale wystarczy tej bajki o złym wilku-redaktorze. Proces redakcji to zazwyczaj dość długi okres wymiany plików pomiędzy autorem a sprawdzającym, wspierany przez rozmowy, burze mózgów i doskonalenie każdego aspektu stworzonej przez Ciebie treści. W przypadku bardziej zaawansowanych projektów (np. książek naukowych czy serii) można zetknąć się nawet z kilkoma różnymi redaktorami: merytorycznym, stylistycznym, technicznym… A nad wszystkim czuwa redaktor prowadzący.

Dzięki redakcji nie tylko będziesz mógł pochwalić się świetną książką, lecz także wiele się nauczysz. A kiedy już odetchniesz z ulgą, że z redaktorem masz spokój, na świeżo uprzątnięty z błędów i potknięć tekst wkracza… korektor.

Kim jest korektor?

Gdzie redaktor nie może, tam korektora pośle. I to dosłownie. Redakcja powieści trwa długo. Obejmuje wielokrotnie czytanie tego samego tekstu w poszukiwaniu szczegółów, które można by jeszcze poprawić. To męczy, a redaktor zaczyna patrzeć na treść jak autor – zna tekst na wylot i czyta go już skrótowo. Dlatego przy dłuższych formach może nie wyłapać wszystkich źle postawionych przecinków, powtórzeń i literówek.

Do tego zadania potrzeba korektora. Korekta sprawdza tekst pod kątem czysto językowym, niemerytorycznym – poprawia błędy ortograficzne i interpunkcyjne, literowe i inne, które wypatrzy. Korektor może też cofnąć tekst do redakcji, jeśli zauważy poważniejsze przeoczenie. Czasem do zadań korektora należy także dopilnowanie, czy uwagi redaktora i autora zostały prawidłowo wprowadzone do treści.

Korektor tekstu pracuje na wersji po składzie publikacji (za pomocą znaków korektorskich) lub tuż przed (w śledzeniu zmian). Ten etap także obejmuje wymianę informacji z autorem (choć nie zawsze). Zdarza się też, że tekst przechodzi przez sito kilku korektorów, zanim trafi do składu.

Przykładowe znaki korektorskie

Przykładowe znaki korektorskie. Źródło: https://www.wydawnictwo.us.edu.pl/

W przypadku publikacji drukowanych (w tym książek) korektor często przygląda się też tzw. szczotce. Co to jest i jak się tym sprząta? Otóż zupełnie na odwrót. 

Szczotka to inaczej ozalid, czyli próbny wydruk (próbna odbitka drukarska). Wygląda on najczęściej jak sterta kartek wydrukowanych w niekoniecznie najwyższej jakości i na zwykłym papierze. Ma uwidocznić, jak mniej więcej będzie się prezentowała treść w danym formacie ze wszystkimi dodatkowymi elementami. Pozwala to na wyłapanie ostatnich błędów. Na tym etapie zwraca się jeszcze uwagę na rozkład tekstu, umiejscowienie ilustracji czy światło (odstępy między wyrazami).

To dużo? W pewnym sensie tak. Pamiętaj jednak, że ani redakcji, ani korekty nie wykonuje się „jednym rzutem” – to procesy wieloetapowe, obejmujące po kilka czy kilkanaście czytań, między którymi nad tekstem pracuje też jego autor.

Agencyjna kontrola jakości, czyli co to jest redakcja copywriterska i dlaczego nie wystarczy tu „tylko” korekta?

A teraz zapomnij o wszystkim, co przeczytałeś wyżej. No, prawie o wszystkim. Porzucamy krainę literatury i wkraczamy na burzliwe wody treści użytkowych. Mowa o redakcji copywriterskiej, która znacząco różni się od tej znanej z pracy nad książkami.

Redagowanie treści copywriterskich ma swoje wady i zalety. Z jednej strony redaktor otrzymuje większą swobodę we wprowadzaniu zmian, ponieważ nie musi konsultować ich z autorem. Wręcz przeciwnie – tu kluczowy jest czas. Z drugiej – tekst użytkowy okazuje się zdecydowanie bardziej sformalizowany i obłożony większą liczbą wytycznych. Trudno tu o wspieranie procesu kreatywnego – to raczej mozolne szlifowanie klocka, aby mógł trafić we właściwy otwór.

Czy w takim wypadku nie wystarczyłaby więc korekta?

Nie. Praca z treściami użytkowymi wymaga nadal (często, choć nie zawsze) ingerencji w warstwę merytoryczną i logiczną, przepisania czegoś na nowo, usunięcia, dopisania, sprawdzenia, czy wszystko zgadza się z wytycznymi podanymi przez klienta oraz wewnętrznymi, narzuconymi przez agencję… 

Czy można odpuścić sobie cały ten wysiłek i skupić się tylko na poprawkach językowych? Można. Czy dużo się na tym straci? Jak się okazuje, często traci się całkiem sporo.

Dobry copywriter wie, jak obchodzić się z otrzymanymi wytycznymi i ma tzw. lekkie pióro. Nawet on może jednak potrzebować wsparcia w razie wątpliwości, coś przeoczyć, o czymś zapomnieć, nie mieć czasu o coś dopytać. Mniej zaawansowany będzie potrzebował tej pomocy więcej, a czasem wręcz nakierowania na właściwą drogę przy trudniejszych tematach. 

W realiach agencyjnych, gdzie copywriterów pracuje kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu, takie chochliki i przeoczenia mogą się szybko nawarstwić do poziomu, z którym trudno będzie sobie poradzić.

Redaktor w agencji contentowej jest więc nie tylko kontrolą jakości, lecz także opiekunem i wsparciem. Może pomóc w organizacji pracy, wskazać źródła, podpowiedzieć, jak zbudować zdanie, by brzmiało dobrze, podrzucić jakieś słówko do języka korzyści bądź pokazać, w jaki sposób umieścić te okropne słowa kluczowe, które znowu brzmią jakoś dziwnie i nijak nie pasują. Zna się na SEO i nie waha się przed wykorzystaniem tej wiedzy. Wie, jak powinien wyglądać dobry opis produktu czy oferta handlowa

A na koniec jeszcze powie Ci, jak widzi Twoje teksty i co mógłbyś podszlifować, żeby być lepszym copy. Super? No pewnie.

Jak zlecić redakcję i korektę tekstu?

W niektórych agencjach contentowych (np. w Kuźni Treści) każdy tekst przed wysłaniem do klienta sprawdza redaktor. Jeżeli trafisz na taką, która nie ma tej usługi w standardzie lub działasz na własną rękę, to jest trudniej. Jeśli chcesz, by redaktor lub korektor przejrzał Twoje treści albo potrzebujesz redakcji przed wysłaniem swojej książki jako propozycji do wydawnictwa (warto – wydawcy zwrócą uwagę na błędy, jeśli będzie ich sporo), możesz poszukać takiego specjalisty np. na tematycznych grupach na Facebooku.

Jeśli szukasz korektorów i redaktorów do własnej agencji lub innego typu współpracy, wystaw ogłoszenie na portalach branżowych, grupach czy LinkedInie. Poproś o portfolio, listę zredagowanych publikacji i stawkę (możesz też zaproponować swoją). Na co zwrócić uwagę przy wyborze tego właściwego pracownika?

Przeczytaj dokładnie zgłoszenia. Błędy w treści wiadomości nie najlepiej świadczą o redaktorze. Przejrzyj podesłane materiały. W pierwszej kolejności dowiedz się, jakie dana osoba ma doświadczenie – wieloletnia praca i „obycie” w branży to duży plus. Jeśli redaktor pracował przy książkach lub publikacjach naukowych, możesz zajrzeć do recenzji – recenzenci często punktują poważniejsze błędy.

Jeśli zlecasz redakcję treści użytkowych, warto zdecydować się na osobę o kierunkowym wykształceniu (np. po edytorstwie) lub innym, np. ścisłym – wiedza z konkretnej dziedziny bywa bardzo pomocna przy kontroli warstwy merytorycznej tekstu. Możesz też kierować się wyłącznie doświadczeniem potencjalnego współpracownika.

Popularnym sposobem na weryfikację zgłoszeń jest włączenie do procesu rekrutacji zadania próbnego. Powinno ono polegać na opracowaniu zgodnie z wytycznymi i zasadami poprawnej polszczyzny krótkiego testu. Niech jednak będzie to naprawdę krótka treść – ok. pół strony tekstu zawierającego najczęstsze błędy oraz kilka mniej popularnych powinno wystarczyć. W takim przypadku możesz jednak potrzebować pomocy specjalisty, by właściwie ocenić nadesłane zgłoszenia i wybrać najlepsze z nich.

Ile kosztuje profesjonalna korekta oraz redakcja tekstu, i dlaczego „to zależy”?

O tym, jaka jest cena redakcji i korekty, decyduje wiele czynników. Inaczej będą też rozpatrywane stawki na redakcję dzieła literackiego, naukowego czy tekstu użytkowego.

W przypadku literatury miarą objętości tekstu jest arkusz wydawniczy. Obejmuje on 40 000 znaków ze spacjami (zzs). Na całkowitą liczbę znaków w książce składają się wszystkie jej elementy – treść autorska, przypisy, bibliografia, przedmowa, posłowie, blurb i inne. Sama „właściwa” treść książki, czyli to, co opracowywane jest w porozumieniu z autorem, to arkusze autorskie.

Dlaczego nie na strony? Z prostego powodu. Liczba znaków na stronę może bardzo różnić się w zależności od kroju pisma, jego wysokości, zastosowanych marginesów, interlinii, obecności ilustracji… Strona stronie nierówna. Jeśli treść jest krótka, krótsza niż jeden arkusz, najlepiej przeliczać ją na znaki ze spacjami.

Dlaczego spacje też się wlicza? Spróbuj przeczytać tekst bez spacji. Da się? Nie bardzo. Spacja to też znak typograficzny, jej umieszczenie może być błędne lub prawidłowe (zastanawiasz się czasem, skąd wziął się nagle taki duży ostęp między dwoma wyrazami? Sprawdź, czy nie ma tam… podwójnej spacji).

Ile kosztuje więc redakcja? Cenę ustala redaktor na podstawie przedstawionego tekstu lub jego fragmentu. Będzie ona zależeć od typu treści, tego, ile pracy trzeba w nią włożyć, ile jest na to czasu i wielu innych zmiennych. Stawka za korektę okazuje się zazwyczaj niższa od redakcyjnej ze względu na mniejszy zakres prac.

Cena, którą poda Ci redaktor i korektor, to będzie zapewne kilkadziesiąt albo nawet kilkaset złotych za arkusz wydawniczy lub kilka do kilkunastu za 1000 znaków ze spacjami.

Ortograf.pl, LanguageTool i inne narzędzia do sprawdzania pisowni online – czy warto z nich korzystać?

A teraz pytanie podchwytliwe – czy zamiast redaktora, który się ceni i czepia, nie lepiej byłoby skorzystać z dostępnych za darmo w internecie narzędzi do korekty tekstu online? Odpowiedź brzmi: nie, ale nie znaczy to jednak, że należy je skreślać od razu.

LanguageTool to wtyczka do Google Chrome, która sprawdza tekst pod kątem ortografii, stylistyki i interpunkcji. W wersji premium (płatnej, bo podstawowa jest darmowa) oferuje jednak o wiele więcej, w tym podpowiedzi synonimów. To świetne zastępstwo za klasyczną autokorektę, tak często zawodną. Nadal nie jest jednak narzędziem idealnym.

Darmowe narzędzia do redakcji i korekty tekstu – LanguageTool

Okienko sprawdzania LanguageTool

Ortograf.pl funkcjonuje jako „sprawdzajka” dostępna na stronie internetowej. Oprócz języka polskiego obsługuje też angielski i niemiecki czy francuski. Podobnie jak LanguageTool wskaże Ci poważniejsze i te mniej popularne błędy. Zawodzi jednak, gdy przychodzi do wyjątków. Nie wskaże też podwójnych spacji. Algorytm może też nie poradzić sobie z bardziej rozbudowanymi zdaniami.

Darmowe narzędzia do redakcji i korekty tekstu – ortograf.pl

Strona ortograf.pl

Pomimo ich niedoskonałości zdecydowanie warto na co dzień korzystać z narzędzi do korekty językowej. Przede wszystkim możesz w prosty stosów sprawdzić, gdzie zrobiłeś poważniejsze błędy, co pozwala uniknąć zażenowania przy wysyłaniu np. oficjalnych e-maili. W razie wątpliwości możesz też skorzystać z poradni językowej PWN. To dobre rozwiązanie także dla freelancerów, którzy z różnych przyczyn nie korzystają z usług profesjonalnej korekty czy redakcji.

Jeśli piszesz teksty w języku angielskim, na Twojego stałego towarzysza z pewnością nada się Grammarly. To narzędzie działające na zasadzie wtyczki do przeglądarki. Wykrywa nie tylko błędy językowe, lecz także może Ci też wskazać np. lżejszy odpowiednik formalnego słowa lub krótszy i częściej stosowany wyraz. Nadal należy zachować wobec niego zasadę ograniczonego zaufania, bywa jednak nieocenioną pomocą przy tworzeniu treści.

Darmowe narzędzia do redakcji i korekty tekstu – Grammarly

Okienko podpowiedzi Grammarly. Źródło: Grammarly.com

Czy warto więc współpracować z redaktorem pomimo dostępności darmowych narzędzi? Jak najbardziej. Doświadczony redaktor zarówno poprawi Twój tekst, jak i powie Ci, co możesz zrobić, by pisać lepiej. Profesjonalny korektor wymiecie też z niego wszelkie literówki, a także wstawi przecinki na właściwe miejsca. Jeśli chcesz oferować swoim klientom naprawdę dobre treści – bez dodatkowej pary oczu się nie obejdzie.

Szukasz redaktora i korektora? Znajdziesz ich tutaj!

Masz napisany tekst, ale coś Ci w nim zgrzyta? Zgłoś się do Kuźni Treści! Nasi redaktorzy rozłożą go na czynniki pierwsze, a następnie złożą z powrotem 🤠